niedziela, 3 października 2010

¡Estoy en España amigos!

27C jakie buchnelo na mnie tuz po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Alicante szybko i skutecznie pozwolilo mi zapomniec o porannym, krakowskim przymrozku...Jeszcze nie zdaylam dokladnie wypatrzec rodzinki a juz jakies dziecie z usmiechem na twarzy rzucilo mi sie w ramiona z okrzykiem ¨hola! Que tal?¨. Carmela sprawila tym powitaniem, ze poczulam sie naprawde mile widziana.

Wieczorem wraz z siostra Carmela, jej mezem oraz synkiem zjedlismy kolacje-hiszpanski omlet. Dalam prezenty (bardzo sie podobaly)uraczylismy sie przyieziona przeze mnie nalewka babuni. Po wyjsciu gosci zapadlam w upragnony dlugo oczekiwany sen...

Rano juz swiat wygladal duzo przyjazniej (przyznam sie, ze mialam przez chwile kryzys dnia pierwszego...). Przedpoludnie spedzilismy zwiedzajac Walencje. Na razie nie wiele moge o tym miescie powiedziec ale generalnie zacheca do bardziej doglebnego poznania. W najblizszych dniach napewno sie tam wybiore na samotny spacer.
Obiad na plazy to to co Klary lubia najbardziej :) Lekki wiaterek muskajacy moja (jeszcze) opalona skore, slonce, piasek i hiszpanka paella na zakonczenie dnia. No jak mi sie uda nie przytyc przez ten rok to bedzie cud!
Zycze dobranoc tak jak to ma w zwyczaju robic moja mala nauczycielka (tzn. baaaardzo wolno i sy-la-bi-zu-jac)
¡Bue-nas no-ches!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz