Wyjeżdżając na erasmusa do Holandii myślałam, że to już ostatni tego typu wyjazd - młodzieńczy, samotny, szalony...miałam wytyczone plany na przyszłość. Miało być stabilnie, spokojnie, opanowanie. Cóż, widać Ktoś tam miał inną koncepcję na moje życie. Może to i lepiej? Okaże się.
Studia magisterskie poszły w odstawkę tak samo z resztą jak ambitne postanowienia, że w końcu poszukam jakiejś "normalnej" pracy.
Kiedy myślę o czekającym mnie roku w Walencji nie czuję tego podekscytowania, walącego serca i wszchobecnego szału. Nie męczy mnie bezsenność, nie miotam się po domu i mieście zadręczając rodzinę i przyjaciół nieustającymi wątpliwościami dotyczącymi wyjazdu. Nic z tych rzeczy. Pełen spokój.
Może to zabrzmi patetycznie ale w tym momencie mam tylko nadzieję na to że ten wyjazd okaże się dla mnie czymś więcej niż tylko roczną przygodą au pair, po której pozostaną tylko wspomnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz